nova scotia duck tolling retriever retriver retriwery z nowej szkocji nsdtr galileo Virgo Vestalis Pod Jabłonią nova scotia duck tolling retriever nsdtr psy pies nova scotia Od brendy z serbinowa duck tolling retriever virgovestalis hodowla niewierskie łąki suki pielęgnacja zdrowie żywienie retrover tresura scotie scotia retrievery

nova scotia duck tolling retriever retriver retriwery z nowej szkocji nsdtr galileo Virgo Vestalis Pod Jabłonią nova scotia duck tolling retriever nsdtr psy pies od brendy z serbinowa nova scotia duck tolling retriever niewierskie łąki virgovestalis hodowla suki pielęgnacja zdrowie retrover żywienie tresura scotie scotia retrievery Agility Kraków Nova Scotia Duck Tolling Retriever Hodowla Dancing with Fire kennel
STRONA GŁÓWNA | FORUM | O NAS | LINKI | KONTAKT | REJESTRACJA | ZALOGUJ


MENU

KSIĄŻKA O TOLLERACH




ZŁOTY DLA RUDEGO




KALENDARZ 2014

Historia rasy


Istnieje kilka teorii o pochodzeniu Tollerów, często dosć kontrowersyjnych, dlatego też postanowiliśmy przedstawić fragment dotyczący historii Tollerów, z pochodzący z książki kanadyjskiej hodowczyni Tollerów, wielkiego znawcy rasy Alison Strang pod tytułem "Nova Scotia Duck Tolling Retriever" - najbardziej obszernej i wyczerpującej monografii dotyczącej rasy. Trudu przetłumaczenia całości podjęła się Dagmara Waszkiewicz, właścicielka uroczego Fuksika, za co jej bardzo serdecznie dziękujemy!!



Początki NSDTR

"Gdybym nie zobaczył tego na własnego oczy, nigdy bym w to nie uwierzył. Wśród ptactwa wodnego czarne kaczki nie mają sobie równych, gdy chodzi o czujność i inteligencję, dlatego tak trudno jest je zwabić. Lecz właśnie zobaczyłem ponad 2000 tych ptaków zachowujących się tak, jakby je ktoś zahipnotyzował. Czarne stado wbrew swej wrodzonej ostrożności, podpłynęło na odległość około 300 metrów od naszej kryjówki. Nie ustawiliśmy wabików, nie przywoływaliśmy ich, ani nie rozsypaliśmy żadnych ziaren. Naszą jedyną przynętą był bawiący się pies, podobny do lisa, przynoszący patyk wyrzucany na jak największą odległość z naszej kryjówki przez myśliwego. Wabiliśmy kaczki."

Ten wyrazisty opis Nicholasa Karasa , zamieszczony we wrześniu 1966 roku w popularnym amerykańskim czasopiśmie sportowym "Field & Stream", należał do serii artykułów, które prezentowały kanadyjski wkład w świat myśliwski: rasę Nova Scotia Duck Tolling Retriever. Aż do tamtego momentu retriever z Nowej Szkocji żył ukryty w miejscu swego pochodzenia, w południowo-zachodniej Nowej Szkocji, gdzie nadal jest znany pod nazwą "Little River Duck Dog". Artykuły te zwróciły uwagę świata sportowego na "nową" rasę, która trzydzieści lat później szybko zyskała popularność na całym świecie.

W rzeczywistości tollery nie są wcale nową rasą i z dużym prawdopodobieństwem możemy prześledzić ich przeszłość w dużo większym stopniu, niż jest to możliwe w przypadku wielu bardziej znanych i rozpoznawalnych ras. Choć po raz pierwszy Canadian Kennel Club (CKC) nadał tej rasie pełnoprawny status w 1945 roku, można odnaleźć świadectwa jej przodków w Europie nawet w XVII wieku. Znana jest nawet wzmianka o psach używanych w Japonii do wabienia ptaków dla sępów, lecz nie można ustalić, czy owe psy w jakikolwiek sposób były spokrewnione z tollerem.

Na czym polega wabienie (tolling)?
Zanim przyjrzymy się historycznej podróży, jaką przebyły tollery od tych wczesnych czasów, należy powiedzieć kilka słów na temat tego, na czym polega wabienie kaczek przez tollery. Wyrażenie "to toll" to oznacza "przyciągać" lub "kusić" zwierzynę łowną. Słownik "Webster's dictionary" podawał następującą definicję tego słowa: "kusić zwierzynę łowną (szczególnie dzikie kaczki), przyciągać ich uwagę za pomocą zabawy z wytrenowanym psem". Pies wabiący biega, skacze i bawi się wzdłuż brzegu, w pełni widoczny przez stado kaczek lub gęsi. Od czasu do czasu pies znika, następnie pojawia się, wzmagając zainteresowanie ptaków, które podpływają lub zlatują się, aby zbadać, co się dzieje. W ten sposób pojawiają się w zasięgu strzału, a toller wysyłany jest, by aportować zestrzelone ptaki.

Prawdopodobne pochodzenie

Istnieje kilka prawdopodobnych teorii o pochodzeniu dzisiejszych tollerów, i najlepiej jest wspomnieć je wszystkie, i pozwolić czytelnikowi wybrać jego zdaniem najlepszą. Teoria mówiąca o tym, że toller jest potomkiem holenderskiego Kooikerhonda, czyli płochacza holenderskiego, sięga najdawniejszych czasów. Wszak angielskie słowo "decoy" (wabić) pochodzi od holenderskiego słowa "de kooi", czyli klatka. Kooikerhondjen (psy należące do rodziny koiker lub łowców kaczek) były początkowo niewielkimi psami, podobnymi do spanieli, używane przez holenderskich myśliwych, aby wabić kaczki do zaplanowanej pułapki. Były one szkolone do poruszania się wzdłuż niskich płotków zbudowanych z trzciny wzdłuż flamandzkich kanałów. Płochacze holenderskie ukazywały się przed kaczkami jedynie na krótkie chwile. Takie prowokowanie przyciągało ciekawość ptaków, które podążały za pojawiającym się i znikającym wśród gałęzi psem, i podpływały coraz bardziej w głąb kanałów, aż wreszcie trafiały do sieci.



Płochacze holenderskie miały rudo-białe umaszczenie, co najbardziej przyciągało kaczki, ich sierść była długa, a na ogonach miały obfite pióropusze. Mierzyły około 38 centymetrów w kłębie, łatwo się uczyły i wytrzymywały długie okresy wilgoci i zimna.
"Czy nasze psy są rzeczywiście potomkami królewskiego psa Holandii?", pyta David Wood ze Springhill w Nowej Szkocji, który spędził ponad dwadzieścia lat badając historię retrieverów z Nowej Szkocji. Uważa on, że holenderska teoria o pochodzeniu rasy jest najbardziej prawdopodobna. Twierdzi, że "obecnie między tymi rasami istnieją istotne różnice, lecz 230 lat odmiennego hodowania w łatwy sposób mogło wprowadzić takie zmiany". Idee Wooda zastały wzmocnione wizytą holendra w hodowlach Wileen Mann w latach 70-tych. Widząc jej psy z hodowli Sundrummer Tollers, jej gość wykrzyknął: "O rany, one są zupełnie jak Kooikerhondjen!"

Droga do Anglii

Z Holandii ślady prowadzą do Anglii. W połowie XVII wieku holenderscy inżynierowie, którzy przybyli aby osuszyć część podmokłych terenów we wschodniej Anglii, zaprezentowali niderlandzką metodę polowania na kaczki. Aby pułapki na ptactwo wodne były efektywne, potrzebne były owe nieduże psy i flamandzkie klatki na kaczki. W owym czasie popularne były wymiany handlowe prowadzone przez kanał Angielski, gdyż od dawna dobrze prosperował handel wełną pomiędzy angielskimi hodowcami owiec i holenderskimi tkaczami.



David Hancock sugeruje w swej książce pt. "Old Working Dogs", że z dużym prawdopodobieństwem "rudy pies wabiący" ("red decoy dog"), znany w XVII wieku, był przodkiem tollerów. Pułkownik Hancock uważa, że "coy dog", jak częściej był nazywany, jednocześnie należał do przodków Tweed Water Spanieli, rasy, która należy do prekursorów golden retrieverów. Biorąc pod uwagę brytyjskie umiejętności doskonalenia zwierząt było wielce prawdopodobne, że pierwotni imigranci rasy Kooiker zostaną z czasem zmienieni, być może poprzez krzyżowanie z tutejszymi psami w typie spanieli. W rezultacie potomstwo mogło utracić wiele pierwotnego białego umaszczenia i stać się bardziej rude z białymi znaczeniami, jak dzisiejsze tollery.

W opublikowanej w Londynie w 1886 roku książce pt. The Book of Duck Decoys, Sir Ralph Payne-Galloway opisał angielską zasadzkę na kaczki jako staw lub małe jeziorko, naturalne bądź zrobione przez człowieka, o głębokości 0,6-0,9 metra, otoczone drzwiami bądź zaroślami. Od jeziora odchodziło do ośmiu odnóg w kształcie łuku, pokrytych siatką. (Odnóg tych musiało być zawsze kilka, by myśliwy mógł zawsze być po zawietrznej stronie). Każda odnoga miała około 55 metrów długości i zwężała się od 6 metrów u swego ujścia, do zaledwie 0,6 metra na końcu.





Dokoła odnóg prowadził labirynt ścieżek wyciszonych trocinami, aby nic nie zmąciło ciszy i nie wystraszyło kaczek na jeziorze. Wzdłuż zewnętrznej części łuku, na 2/3 jego długości, umieszczano zachodzące na siebie ekrany z tataraku. Każdy ekran miał wymiary 3,6x1,8 metra i był tak ustawiony, by myśliwy był niewidoczny dla kaczek, lecz by sam mógł je obserwować przez otwory.

Mały pies, podobny do lisa, angielski odpowiednik holenderskiego psa wabiącego, podążał za swym panem, lecz jego zadaniem było pojawiać się pomiędzy ekranami. Z niewyjaśnionych do końca przyczyn, takie migotanie zwabiało kaczki, które wpływały do odnogi i w ten sposób, na końcu odnogi, trafiały do pułapki, nie mogąc uciec. Stąd też kaczki były popularnym towarem zanim jeszcze popularna stała się specjalna broń palna na kaczki. W książce pt. "The Windflower", opublikowanej w 1864, H.C. Folkhard takimi słowami opisuje "piper dogs", psy używane w wyżej opisany sposób:

Rasa tych psów, czy ich pochodzenie nie jest pewne, choć psy te są zadziwiające. Im bardziej wielkością, budową i kolorem pies przypomina lisa, tym lepiej; idealne jest skrzyżowanie lisa i psa. Takie zwierzęta są najlepszymi "piperami", jakie można mieć, dziedziczącymi umiejętności, które są tak istotne dla dobrego psa wabiącego. Jeśli jednak ich zabraknie, ważne, aby pies miał ubarwienie rudo-brązowe lub rude z białym. Musi być pełen energii, aktywny i jak najchętniejszy do zabawy, lecz przy tym zupełnie cichy. Jeśli bowiem pies zacznie szczekać, każdy ptak ucieknie z zasadzki i nie wróci już, by podążać za psem.

Folkhard tłumaczy też, że te łatwo uczące się, nieduże psy, są niesłusznie uważane za mieszańce, a choć nie było ich wiele w Wielkiej Brytanii, we Francji były one popularne. Choć relacja ta pochodzi z XIX wieku, jest to ważne stwierdzenie, gdy chcemy wytropić drogę tollerów do Ameryki Północnej, ponieważ pierwsi francuscy odkrywcy i kolonizatorzy w swych relacjach wspominają o psach, które w tajemniczy sposób przypominają te opisane przez Folkharda i dzisiejsze tollery.

Tollery w Ameryce Północnej

Nicholas Denys, w latach 1630-1670 odkrywca i kolonizator Akadii (obecnie Nowa Szkocja i Nowy Brunswick), opisuje wydarzenia, które mogły oznaczać wprowadzenie psów wabiących na teren Ameryki Północnej. Według naszej wiedzy jest to najwcześniejszy dokument wspominający o użyciu psów wabiących jako retrieverów.

Kiedy lis widzi zbliżającą się zwierzynę, biega i skacze, po czym nagle zatrzymuje się i kładzie na plecach. Dzika gęś czy kaczka kieruje się w jego stronę. Kiedy jest już blisko, lisy rusza jedynie ogonem. Ptaki te są tak głupie, że podchodzą, żeby dziobnąć lisa. Polujący czeka na dogodny moment i bez pudła udaje mu się złapać ptaka, który ma za swoje.
Ćwiczymy nasze psy, aby zachowywały się w podobny sposób i one również wabią zwierzynę. Ukrywamy się w miejscu, gdzie ptactwo nie może nas zobaczyć, a kiedy zbliżają się na odpowiednią odległość, strzelamy i trafiamy w cztery, pięć lub sześć na raz, a czasem nawet w większą ilość. Jednocześnie pies wskakuje do wody, za każdym razem wysyłany jest coraz dalej. Po kolei przynosi zestrzelone ptaki.

Po tym dokumencie na historię tollerów w Acadii spada zasłona milczenia na blisko 200 lat. Czy podobnie jak ich francuscy właściciele stały się uchodźcami podczas przesiedleń z Akadii w 1755 roku? Ta szeroko zakrojona przez brytyjskie oddziały akcja przesiedlenia francuskich osadników z terenów obecnie znanych jako kanadyjskie prowincje Nowego Brunszwiku, Nowej Szkocji i Wysp Księcia Edwarda, miała miejsce po zdobyciu przez Brytyjczyków części Ameryki Północnej w połowie XVIII wieku. W obawie, że miejscowi farmerzy francuscy mogą stanąć przeciwko anglo-języcznej mniejszości, Brytyjczycy deportowali Akadyjczyków w tak odległe strony, jak Luizjana czy Francja.



Jednak wielu Akadyjczyków odmówiło opuszczenia miejsca, które od 150 lat uważało za swój dom i uciekając przed deportacją, ukryło się w lasach i na mokradłach regionu. Czy wraz z nimi były nieduże rude psy, dobrze skrywany sekret ludzi, których życie zależało od złapania odpowiedniej ilości zwierzyny? Gdyby tak było, psy wabiące byłyby bezcenne w latach ukrywania się przed wrogiem. Nie ma jednak żadnego zapisu z lat, kiedy Akadyjczycy żyli jako uchodźcy i dlatego nigdy nie będziemy pewni, czy wabiące psy aportujące były skrupulatnie ukrywanym sekretem tych dzielnych i zdeterminowanych ludzi. A jeśli tollery rzeczywiście uciekały wraz ze swymi właścicielami, wraz z nimi były spychane coraz głębiej z większych skupisk i stąd ich liczba malała. Być może działo się tak aż do chwili, gdy miejsce ich występowania ograniczało się do niewielkiego obszaru, na którym najefektywniej można było wykorzystywać ich talenty: ogromne mokradła słonej wody, jeziora i wyspy Nowej Szkocji, znane obecnie jako hrabstwo Yarmouth i Digby. Nawet obecnie tereny te nazywane są "francuskim wybrzeżem", ze względu na dużą liczbę potomków Akadyjczyków żyjących na tamtym terenie.

Erna Nickerson z Yarmouth w Nowej Szkocji, wdowa po słynnym mistrzu w wabieniu ptactwa, W. Avery Nickersonie, twierdzi, że niezależnie od tego, jaka jest prawda na temat ich pochodzenia, tollery mieszkały w francuskich wioskach od najdawniejszych czasów. Wspomina: "W 1945 roku Avery odwiedził sąsiada, Eddie Kinneya, który wówczas był po osiemdziesiątce. Pan Kinney wspominał, że jego ojciec i dziadek hodowali tollery na polowania. To oznacza, że tollery istniały w Yarmouth na początku XIX wieku".

To podważałoby rozpowszechnianą teorię o pochodzeniu tollerów, która zyskała szeroki zasięg za pomocą kilku popularnych artykułów i broszurek na temat rasy. Historia ta opowiada o tym, jak pewien myśliwy z Yarmouth, polujący na kaczki, około 1870 roku otrzymał od kapitana jednego ze statków, które przypłynęły do portu w Yarmouth, rudo-brązowego flat-coated retrievera. Mówi się, że Allen skojarzył tego psa z brązowym spanielem, a następnie tworzył krzyżówki z labradorami, seterami irlandzkimi i niewielkimi psami w typie border collie o żółtawym umaszczeniu, aby otrzymać wspaniałego psa wabiącego. Niektórzy twierdzą, że później wprowadzono do linii również szpice, aby wzmocnić chęć do zabawy. Są i tacy, którzy spekulują, że we wczesnych latach 60. pulę genów wzbogacono genami golden retrieverów.

Często też przytacza się inną koncepcję, zgodnie z którą Mikmakowie (Indianie, rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej, głównie Kanady), którzy znali zachowanie lisów, rozwinęli swój system wabienia ptactwa wodnego. Rozciągając w pionowej pozycji skórę z lisa pomiędzy dwiema kryjówkami myśliwych, Indianie przesuwali ją wzdłuż pustej plaży. Ponoć pierwsi rybacy francuscy zobaczyli to przedziwne widowisko i rozpoczęli prace nad stworzeniem psa, który w taki sposób wabiłby ptaki. Jednak jest bardziej prawdopodobne, że takie indiańskie zachowanie przypomniało tym pierwszym osadnikom o psach wabiących, jakie znali jeszcze z rodzinnych stron. Być może importowali wówczas kilka psów tej rasy, a później do ich umiejętności dodali jeszcze aport.
Inne źródła mówią o tym, że wabienie, czyli "tolling" (częściej zapisywane jako "toling", gdyż termin ten wywodzi się od średnioangielskiego słowa "tollen", czyli "przyciągać" lub "wabić"), miało swe korzenie w stanie Maryland. W swej książce pt. "The Dog and the Sportsman", opublikowanej w 1845 roku, J.S.Skinner twierdzi, że tam właśnie zaczęto tę praktykę. Inni autorzy, włączając w to Folkharda, twierdzą, że jej początek związany jest z rokiem 1820 i z Havre De Grace w stanie Maryland. Opis Folkharda pojawił się w opublikowanej pod koniec XIX wieku "Practical Texidermy" Montagu Browne'a.

John Henry Walsh, który w 1879 roku opublikował książkę zatytułowaną "The Dogs of Great Britain, America and Other Countries", opisał ten proces w następujący sposób:
System, który został wypracowany w Zatoce Chesapeake i w cieśninach północnej Karoliny, znany jako "tolling" (wabienie), jest najskuteczniejszy (w polowaniu na kaczki). Mały pies, zwykły pudel lub inny, podobny do niego, biały lub brązowy, należący do jednej z ras zwanych wabiącymi, hodowany jest właśnie do tego celu. Szkoli się go, by biegał wzdłuż plaży, będąc widocznym dla kaczek, kierowany ruchem ręki swego właściciela. Pobudza to ciekawość kaczek, które podpływają do brzegu, by sprawdzić, co to za obiekt przyciąga ich uwagę. Unoszą głowy i wytężają wzrok, a następnie wychodzą na brzeg.


Warto podkreślić, że autor twierdzi, iż psy skaczą wzdłuż brzegu kierowane ruchami rąk swych właścicieli, a nie aportując rzucane przedmioty. Podawał on, że psy te nie wchodziły do wody, lecz że zestrzelone ptaki aportowane były przez retrievery znane jako Chesapeake Bay Dogs.

Wielu miłośników wierzy, że Chesapeake Bay retrievery i spaniele Brittany są albo przodkami tollerów, bądź też mieli innych wspólnych przodków. Spekulacje te wzmacnia fakt ogromnego podobieństwa pomiędzy młodymi tollerami i szczeniakami Chesapeake. Istnienie psów wabiących w rejonie zatoki Chesapeake sugeruje, że psy te miały wspólnych przodków i mogły być przyczyną niezmiernie silnej potrzeby aportu dzisiejszych tollerów, gdyż wątpliwe, by była ona odziedziczona po "piper dogs", czyli psach wabiących z Francji. Istnieje też duże podobieństwo pomiędzy głowami tollerów i spanieli Brittany Yarmouth był w XIX wieku bardzo popularnym portem morskim i jest wysoce prawdopodobne, że spaniele te, lub ich krzyżówki przybyły tutaj na szkunerach francuskich. Uważa się, że spaniele Brittany, psy wystawiające, które również aportują, są potomkami małych francuskich spanieli, których sylwetka bardzo przypominała dawne "piper dogs". I tak koło znów się zamyka.

Jedną starą teorię można obalić ze względu na prawa genetyki. Uparcie głoszone spekulacje, jakoby tollery miały swe korzenie w skrzyżowaniu lisów z psami jest genetycznie niemożliwe, gdyż psy są z rodzaju Canis, zaś lisy z rodzaju Vulpes. Jednak w wielu barwnych opowieściach powtarzano tę teorię, sprawiając, że Pułkownik Cyril Colwell, który jest bezpośrednio odpowiedzialny za rejestrację tollerów w CKC w 1945 roku, musiał podjąć się badań, by sprawdzić, czy jest w tej teorii choć trochę prawdy. Podsumował on wreszcie: "W opinii autora w psach rasy Nova Scotia duck tolling retriever nie płynie krew lisów". Możliwe jest jednak skrzyżowanie kojota z psem, ponieważ oba należą do tego samego rodzaju. W popularnym opracowaniu Erica Colliera "Three Against the Wildeness", opublikowanym w 1959 roku, znajduje się ta krótka wzmianka o pokrewieństwie kojotów i tollerów: Spacerowaliśmy wokół jeziora, którego brzeg porośnięty był trawą, podobną do lisiego ogona. Patrzyłem na stadko młodych kaczek pływających wzdłuż dalszego brzegu jeziora. Nagle kaczki przytulając się bardziej do siebie wyruszyły w kierunku naszego brzegu i rudych traw. Tutaj odwróciły się i przepłynęły kilka metrów wzdłuż brzegu, a następnie stado rozdzieliło się i dwie z nich skierowały się na ląd.

Następnie zobaczyłem coś, co mogło się wydawać rudą trawą poruszającą się na wietrze, lecz nią nie było. "Kojot" - stwierdziłem. Włochaty ogon kojota poruszał się delikatnie w jedną i drugą stronę jak łopocząca na delikatnym wietrze flaga. Kojoty wymachiwały ogonami w trawie nad brzegami jezior od zawsze, a kaczki były na tyle głupie, że dawały się złapać na tę sztuczkę.

W prowincji Maritime można spotkać kojoty, ale nie ma ich tam zbyt wiele. Choć nie ma żadnych relacji dotyczących krzyżowania kojota i psa do celu wabienia ptactwa wodnego, anegdota ta jest interesującym uzupełnieniem historii tego sposobu polowania na kaczki i legendy o wabiącym kaczki lisie, która była powtarzana przy wielu okazjach.

Początek czasów współczesnych

H.A.P. Smith był wytrwałym propagatorem tollerów przez dwadzieścia lat poprzedzających jego śmierć 1923 roku. Znał on tę rasę pod nazwą "Little River Duck Dog". Był uważany za najbardziej ekstrawagancką postać Nowej Szkocji, zajmował pozycję wysokiej rangi szeryfa, przewodniczył Nova Scotia Guides' Association (Stowarzyszenie Przewodników po Nowej Szkocji), z entuzjazmem uprawiał sporty i pisał do kilku magazynów dotyczących aktywności na świeżym powietrzu. Do jego dokonań należą też artykuły poświęcone tollerom, z których najwcześniejszy pochodził z 1907 roku.
Smith nie tylko promował tollery, ale też niezmordowanie działał na rzecz udoskonalenia rasy. Kiedy Pułkownik Cyril Colwell zainteresował się historią tollerów, odnalazł ślady pierwszych psów Smitha w rejonie rzeki Little, niedaleko Yarmouth, a w szczególności w rodzinie Kinney. W 1944 Eddie Kinney, odpowiadając na list Pułkownika Colwella, potwierdził, że przekazał Smithowi psy pochodzące z jego hodowli, i dodał: "Niedługo będę miał miot, z których wszystkie są już zarezerwowane. Dostaję 10 dolarów za cztero-tygodniowego szczeniaka". To tyle, jeśli chodzi o ceny i praktyki hodowlane z 1944 roku.

Pułkownik Colwell i CKC

W 1936 roku sekretarz i skarbnik CKC, J.D. Strachan napisał prośbę do Parlamentarzysty Yarmouth, Vincenta J. Pottiera (również ówczesnego autorytetu świata tollerów) o przekazanie informacji na temat tollerów. Pułkownik Colwell, pracujący wówczas nad udoskonaleniem linii swoich psów, również dołączył do negocjacji z CKC i dołożył wszelkich starań, by udowodnić, że jego psy były czystej krwi do trzeciego pokolenia. W 1945 roku ustanowił taką linię i spisał pierwszy szczegółowy wzorzec rasy, wypełniając w ten sposób wymagania do rejestracji rasy w CKC. I tak doszło do rejestracji, głównie za sprawą wytrwałości i entuzjazmu Pułkownika Colwella.
Colwell po raz pierwszy zainteresował się tollerami na początku lat 20., kiedy to zafascynowany pierwszym spotkaniem z tym mądrym psem postanowił zdobyć takiego dla siebie. Kiedy otrzymał pierwszego tollera w 1924 roku uświadomił sobie, jak unikatowa jest to rasa i że jest ona zagrożona zaniknięciem. Dwie straszne epidemie w 1908 i 1912 roku wyniszczyły niemal całą populację tollerów, więc Pułkownik podjął się ocalenia tej rasy. John Colwell wspominał liczne wyprawy swego ojca do Nowej Szkocji w celu znalezienia odpowiednich psów do do swej hodowli zwanej przez niego "hodowlą Nova Scotia Tolling Retriever". "Kiedy byłem dzieckiem mieliśmy mnóstwo psów, wydawało mi się, że jest ich tysiąc", żartował sobie John Colwell. Na przestrzeni trzydziestu lat Pułkownik Colwell miał osiemdziesiąt dwa tollery, z których piętnaście było pierwszymi psami tej rasy, zarejestrowanymi w CKC. Starając się propagować te, w swoim mniemaniu unikatowe psy, sprzedawał szczeniaki nawet do Australii. Był też gorliwym i skrupulatnym historykiem, który swe badania prowadził na terenach rozciągających się od hrabstwa Yarmouth po hodowle baronowej van Hardenbroek w Holandii, jednej z nielicznych hodowców płochaczy holenderskich, których, jak wierzył Colwell, tollery mogły być potomkami.

Pułkownik Colwell przekonał się, że hodowanie tollerów nie było pozbawione trudności, i w 1952 roku oświadczył, że jego hodowla zmalała do zaledwie dwóch zwierząt. "Miałem prawie setkę tych psów, pisał, i poznawałem tę rasę od trzydziestu lat. Ze względu na problemy genetyczne moje własne zwierzęta nie mogły się rozmnażać, i dlatego zarejestrowane psy wyginęły". To tłumaczy, dlaczego w latach 1945-1960 nie było żadnego zarejestrowanego tollera i dlatego też kolejne zarejestrowane psy pochodziły nie z Nowej Szkocji, lecz z kanadyjskiej prowincji Saskatchewan.
Pułkownik Colwell przechowywał szczegółowe informacje i podpisywał fotografie wielu tollerów. W rezultacie zachował się dokładnie udokumentowany opis historii tej rasy i hodowli Colwella, który miał nadzieję opublikować. Niestety, zły stan zdrowia przeszkodził mu w tym i pułkownik zmarł w 1965 roku, nie widząc już wspaniałego rozpowszechnienia tej rasy, dla której tak wiele uczynił. Jego notatki są teraz cenną własnością jego syna, który planuje przekazać je do Nova Scotia Provincial Archives (Archiwum Prowincji Nowej Szkocji).

Artykuł anglojęzyczny - hodowla Cinnastar




Małgorzata Korbel | +48 608 159 909 | firetoller(@)gmail.com
Copyright 2010 | projekt: Anna_Wolniak(@)zareklamuj.pl | wykonanie: Tux
Tollery w Polsce | O rasie | Jeśli szukasz Tolelra | Zdrowie | Żywienie | Pielęgnacja | Hodowla | Wychowanie | Praca z Tollerem | Wystawy
Wszystkie materiały zawarte w tym serwisie, są własnością autorów strony lub osób, które wyraziły zgodę na ich zamieszczenie.
Zabrania się zapożyczania, kopiowania części bądź całości bez uprzedniego kontaktu.
Wszelkie prawa zastrzeżone.